Czas wolny

#czaswolny – Unorthodox, potęga podświadomości i nowe home office.

Dziś trochę inaczej, zdecydowanie nietechniczne. W ostatnim czasie (konkretnie kilku ostatnich tygodniach), więcej czasu spędzam w domu. Chyba marcowo-kwietniowa kwarantanna przyzwyczaiła mnie częściej zostawać popołudniami i nie włóczyć się po mieście. 🙂 Ze względu na przedłużające się home office i ja musiałam pojechać po biurko (pamiętacie kolejki przed IKEA po otwarciu wszystkich sklepów? Wtedy ja też miałam ochotę tam jechać ;p)).

Unorthodox – serial i książka

Jeśli nie widziałaś to bardzo polecam serial. Jest krótki (według mnie za krótki), ciekawy i wciągający. Książka to jednak zupełnie co innego. Myślałam, że skoro na okładce jest kadr z serialu, to odwzorowanie będzie znaczne. A książka to coś totalnie innego. W ogóle inna historia. Też ciekawa – warto przeczytać bo dużo można dowiedzieć się o ortodoksyjnym życiu żydów, tradycjach, obyczajach. Ale jeśli zobaczyłaś serial i myślisz że nie ma sensu sięgać po książkę – to nic nie straciłaś bo jedyne co łączy serial z książką to okładka i temat życia żydowskiej rodziny. 

SPOILER

Swoją drogą samo wydanie tej książki jest słabe bo na tylnej okładce jest opisana praktycznie cała fabuła. Nie spotkałam się nigdy z czymś takim.

Potęga podświadomości

Dla mnie ta książka to jakaś niezniszczalna pozycja, z którą chyba większość się gdzieś i kiedyś zetknęła. Pamiętam, że u mnie w domu były 2 egzemplarze (stare wydania, białe napisy na pomarańczowym tle ;)). I pamiętam, że dużo osób chwaliło tą książkę. Na dziś jeszcze jej nie skończyłam i też nie czytam od deski do deski. To raczej poradnik więc na pewno będę wracać do niektórych rozdziałów.

Co do samej treści – jeśli lubisz klimaty trochę metafizyczne, wierzysz, że człowiek może mieć aurę, wierzysz w karmę – to na pewno warto przeczytać.

Mi nie podobają mi się niektóre przytaczane historie/przykłady bo są czasem bardzo infantylne, ale powiedzmy, że to drobna wada. 😉

Nowe home office

Minęło praktycznie pół roku odkąd stale pracuję zdalnie. Mój pech sprawił, że byłam świeżo po przeprowadzce i nie miałam w mieszkaniu biurka. Stół, który mam to jednak stół jadalny i słabo spisywał się w roli biura (nie mówiąc już o kręgosłupie, który płakał przy jadalnym krześle ;p)

Mój zestaw to mikro-opcja (do mojego mikro metrażu). Biurka nie polecam (jedynie do toaletki, u mnie też w przyszłości będzie pełniło taką funkcję). Szuflada pod blatem, nad nogami, to zły pomysł. Zdecydowanie lepszym wyborem jest blat + nogi lub po prostu inny model.

A krzesło jest super. W końcu jakieś ładne krzesło, które jest w miarę wygodne. 😉

Nie mieści się co prawda drugi monitor, ale tak, udaje mi się skutecznie pracować bez wielkiego ekranu. Chyba kwestia przyzwyczajenia. :))

I to tyle. Poza paroma wypadami na działkę (takie te wakacje 2020 <3), to wszystko co się u mnie działo. A jeszcze w tym miesiącu powinien pojawić się kolejny techniczny wpis. 8)